Często słyszymy uwagi typu: Jaka ta dzisiejsza młodzież jest niewychowana! Tylko by w telefonach „siedziała”! Ale przecież wielu nastolatków jest miłych, pomocnych, posiada pasje. Prawie codziennie chodzą na treningi, do szkoły muzycznej, spełniają się, robiąc zdjęcia, gotując, albo pisząc blogi.  Dlaczego więc pojawiły się takie sformułowania? Niestety, istnieje też taka część młodzieży, która jest niekulturalna, nieodpowiedzialna i nie wypełnia obowiązków szkolnych. Z tego powodu stawia swoich rówieśników w złym świetle. A co sądzą o uczniach i ich aktywności nasi nauczyciele? Jak oceniają młodzież? A jacy kiedyś sami byli?

Ewa Bartkowiak

Co sądzi Pani o dzisiejszej młodzieży? Chętnie bierze udział w czymś dodatkowym, czy raczej stroni od czegoś „ponad”?

Podzieliłabym młodzież na dwie grupy: na tych, którym coś się chce, i tych którym nie chce się już nic. Wielu uczniów naszej szkoły jest bardzo zdolnych, chętnie biorą udział w różnych uroczystościach czy zajęciach dodatkowych. Jednak niektórzy pragną przeżyć „z roku na rok”, byle tylko zdać do następnej klasy. Bardzo nad tym ubolewam, lecz taka jest prawda.

Czym jest to spowodowane?

Wydaję mi się, że to wynika z obciążenia nauką. Młodzież może czuć się też niedoceniana. Usłyszałam od jednego z uczniów, że nasza szkoła jest martwa. Skupiamy się tylko na pracy i przeprowadzeniu lekcji, czyli po prostu robieniu tego, co musimy. Nie ma zbyt wielu zajęć dodatkowych, na których można zaprezentować swoje pasje. A mamy przecież tak uzdolnioną młodzież! Tańczą, śpiewają, interesują się sportami, modą, sztuką czy fotografią, a w szkole gdzieś nam to wszystko ucieka. Nauczyciele nie mają czasu poznać swoich uczniów. Choć wiadomo, że są też tacy, którzy boją się pokazać, że potrafią coś więcej. Jak młodzież się zachęci, to można z nią nawet konie kraść.

Jakim typem ucznia Pani była?

Zawsze byłam ambitną uczennicą. Uczyłam się dobrze oraz miałam satysfakcjonujące oceny. Nie ukrywam, że chętniej kształciłam się z przedmiotów, które lubiłam, i stawiałam je na pierwszym miejscu. Resztę ograniczałam do wymaganego zakresu obowiązków. Myślę, że moim życiowym sukcesem było nauczenie się języka angielskiego w wieku osiemnastu lat, ponieważ chciałam wiedzieć, o czym śpiewa Michael Jackson. Udało mi się dostać na filologię angielską w Poznaniu i jest to zasługa mojej ciężkiej pracy, a nie szkoły. Sama kształciłam się z książek, kaset i płyt, a później telewizji.

Małgorzata Drop

Co sądzi Pani o dzisiejszej młodzieży? Chętnie bierze udział w czymś dodatkowym, czy raczej stroni od czegoś „ponad”?

Jest spora część młodzieży, która bierze udział w wielu dodatkowych rzeczach i to nie tylko w szkole, ale i poza. Mogę to zauważyć, tworząc listę osiągnięć do pucharu dyrektora. Dopiero wtedy widzę, jak uczniowie się spełniają oraz otrzymują przy tym dużo nagród. Nie ukrywam, że jest też młodzież, która nie chce w niczym uczestniczyć i stroni nawet od podstawowych obowiązków szkolnych. Nie angażują się, a do krytykowania czy składania uwag są pierwsi. Większość ludzi ma jednak w sobie coś, co sprawia, że chce brać udział w dodatkowych przedsięwzięciach.

Czym jest to spowodowane?

Uczniowie się angażują, ponieważ mają już cechy wrodzone. Uważam, że rodzice również wspomagają swoje dzieci, podpowiadają, co robić i je wspierają. Organizowali swoim pociechom czas, jak te były małe. Z czasem nastolatkowie sami decydują, co chcą dalej robić oraz na jakie zajęcia pragną uczęszczać. Zaczynają interesować się tym, co robią ich znajomi czy rodzina.

Jakim typem ucznia Pani była?

Gdy ja chodziłam do szkoły, uczestnictwo we wszelkich zajęciach dodatkowych było czymś normalnym i powszechnym. Śpiewałam w chórze, tańczyłam i brałam udział w konkursach recytatorskich. Byłam również harcerką i dzięki temu udzielałam się w różnych akcjach charytatywnych. Między innymi opiekowałam się starszymi ludźmi. Jestem z takiego pokolenia, że nie było tak dostępnej telewizji, a nie wszyscy mieli nawet telefony stacjonarne. Internetu w ogóle nie było. Ogólnie kiedyś było dużo zajęć pozalekcyjnych i sami chętnie braliśmy w nich udział. Nikt nie musiał nas namawiać. Tak spędzaliśmy swój czas wolny.

Jolanta Radziątkowska

Co sądzi Pani o dzisiejszej młodzieży? Chętnie bierze udział w czymś dodatkowym, czy raczej stroni od czegoś „ponad”?

Dzisiejsza młodzież nie różni się za bardzo od tej „dawnej”. Od zawsze w szkole były osoby, które angażują się w większym stopniu, ale też takie, które od tego stronią. Obecnie patrzę na to przez pryzmat mojej klasy, z tą grupą młodzieży mam najwięcej do czynienia. Mój zespół klasowy jest zawsze chętny do współpracy. W grudniu wraz z księdzem zorganizowali piękne jasełka. Od zawsze, kiedy pełnię rolę wychowawcy, posiadam notatnik, w którym zapisuję każde zaangażowanie młodzieży, aby potem uwzględnić to w ocenie z zachowania. Uważam, że większość naszej młodzieży angażuje się, mamy w szkolę wiele talentów muzycznych i plastycznych, które odkrywam na lekcjach wiedzy o kulturze.

Czym jest to spowodowane?

Sądzę, że jest  to sprawa indywidualna, zależna od osobowości. Jedni są introwertykami i raczej stronią od wychylania się przed szereg, a drudzy będąc ekstrawertykami, sprawiają, że jest ich wszędzie pełno.

Jakim typem ucznia Pani była?

Kiedy byłam w szkole podstawowej niechętnie, ale zawsze, gdy mnie poproszono, brałam udział w życiu szkoły. W liceum zrozumiałam, że jest mi to niepotrzebne i wolałam zająć się nauką, brałam udział w wydarzeniach i apelach, ale tylko jako widz. Mimo to byłam dobrym uczniem. Mój obecny szwagier, z którym chodziłam do szkoły, nadał mi przydomek „baks” oznaczający kogoś zawsze przygotowanego i posiadającego dobrą umiejętność – systematykę. Uważam, że trochę przesadzał, ponieważ nie zależało mi na piątkach, zdecydowanie wolałam dobrą czwórkę, jeśli mogłam tym samym poświęcić czas na obejrzenie jakiegoś filmu po szkole. Mogę też wspomnieć o pomocy, którą udzielałam moim rówieśnikom. Zawsze przed lekcjami biologii starałam się przekazać ten przedmiot w najciekawszy sposób. Tworzyłam różne historyjki, upraszczałam procesy tak, aby ułatwić im naukę.

Jerzy Piasecki

Co sądzi Pani o dzisiejszej młodzieży? Chętnie bierze udział w czymś dodatkowym, czy raczej stroni od czegoś „ponad”?

Młodzież cały czas jest fantastyczna, co do tego nie mam wątpliwości. Co do zajęć dodatkowych… zmieniają się czasy, w dobie Internetu uczniowie więcej czasu tracą na portalach internetowych. Nie twierdzę, że to źle, bo jeśli mądrze korzysta się z Internetu, można mieć z tego ogromny pożytek. Co do zaangażowania, uważam, że generalnie jeśli ktoś z was jest o coś poproszony, stara się wykonać polecenie.

Czym jest to spowodowane?

Tak jak wspomniałem, żyjemy w dobie Internetu. Kiedy ja byłem w wieku szkolnym głównym zajęciem było wyjście z kolegami na podwórko. A dzisiaj nie ma sportu, nie ma podwórka, jest za to komputer, nad czym ubolewam.

Jakim typem ucznia Pan był?

Postaram się to rozgraniczyć. Na fizyce czy matematyce byłem niezwykle aktywny, bowiem przedmioty ścisłe nie sprawiały mi trudności. Na historii lub innych przedmiotach humanistycznych nie wychylałem się za bardzo, nie było to moją domeną, a wszystkie prace z plastyki robiły za mnie koleżanki. Nie przepadałem za chemią. Co do zajęć pozalekcyjnych zawsze chętnie uczestniczyłem w SKS-ach, które odbywały się trzy razy w tygodniu. Mieliśmy fantastycznego nauczyciela od wychowania fizycznego, którego wspominam do dzisiaj. Ćwiczyliśmy głównie siatkówkę. Z czasów ogólniaka mogę pochwalić się kilkoma osiągnięciami w tej dyscyplinie. W apelach nigdy nie brałem udziału, nie posiadam inklinacji artystycznych. Chciałbym jeszcze dodać, że zawsze na sprawdziany przychodziłem w pierwszych terminach. Termin pracy klasowej to była rzecz święta, nikt nie umiał sobie wyobrazić, żeby nie przyjść na zapowiedzianą formę.

Wysłuchały i spisały:

Katarzyna Nowakowska, Gabriela Bartkowiak, Zuzanna Wróblewska